fbpx
Blog

Upiększanie blisko natury – to możliwe!

Medycyna estetyczna ma niedługą historię. Dotarła do Polski w latach 90. i zachwyciła kobiety, bo dzięki niej mogły zmienić swój wygląd! Dziś wręcz przeciwnie – oczekują, że medycyna estetyczna pomoże im w wyeksponowaniu tego, co najatrakcyjniejsze. Podpowiadamy, co zrobić, by nie zafundować sobie nie-swojej twarzy.  

 

Kiedyś naturalność nie kojarzyła się dobrze. Bo nie była ładna. Proste włosy się kręciło, kręcone prostowało, zmieniało się ich kolor i formę. A makijaż służył temu, by narysować sobie twarz od nowa, zakryć niedoskonałą skórę i nadać kolor, który zastąpi naturalny. To było usprawiedliwione – włosy były zniszczone, a skóra pełna niedoskonałości i objawów starzenia. Nie było kuracji regenerujących włosy, fryzjerzy nie posługiwali się nożyczkami tak sprawnie, jak dzisiaj, kobiety nie znały filtrów przeciwsłonecznych, powszechna była moda na opalanie się, a kremy ograniczały się do nawilżających, tłustych i półtłustych. Medycyna estetyczna trafiła na podatny grunt. Co prawda nie każdego było stać na zabiegi, ale jak ktoś był na czasie i przy kasie, to robił sobie nową twarz – tak, żeby było widać, że jest nowa, lepsza. Za atrakcyjne uważano ogromne usta, policzki-jabłuszka i szpiczaste brody. Kobiety likwidowały sobie liczne kompleksy, a że wyglądały karykaturalnie, wszystkie tak samo, wbrew anatomii twarzy… to bez znaczenia. Lekarze też tak myśleli. Bez mrugnięcia okiem wstrzykiwali w twarze pacjentek mnóstwo kwasu hialuronowego i unieruchamiali twarze botoksem „na blachę”. Sobie również robili taką krzywdę. Pół biedy, jeśli był to kwas hialuronowy i toksyna botulinowa – skutki ich działania mijają z czasem. Niestety, wiele kobiet ma do dziś „pamiątki” z tamtych czasów – nierozpuszczalne wypełniacze, których nie sposób się już pozbyć. Niektóre musiały je wyciągać chirurgicznie, bo w miejscu wstrzyknięcia pojawiały się guzki i ziarniniaki.

Po latach poprawiania natury kobiety zaczęły się zabiegami odmładzać – wszelkie objawy starzenia natychmiast likwidowały. Bruzdy nosowo-wargowe oraz zmarszczki wygładzały tak, że twarze przypominały otoczaki – gładkie kamienie bez znaków szczególnych. Opadające policzki były unoszone wypełniaczami  – wtedy oczy robiły się małe, więc botoksem unoszono brwi – to „otwierało” oczy. A przy tym nadawało twarzy wyraz nieustannego zdziwienia lub napięcia. Gdy opadał drugi podbródek, wstrzykiwano w okolicy żuchwy wypełniacz. Zatem twarz się nie starzała, ale zmieniała wygląd – stawała się coraz szersza, gładsza, płaska, dziwna.

Ramię w ramię z modą szły preparaty do wstrzykiwania – najpierw były sztywne, nieprzyjazne miękkim rysom twarzy; technologia, czyli lasery i peelingi, po których trzeba było długo do siebie dochodzić oraz techniki wykonywania zabiegów – liczyło się, by zrobić jeden zabieg, a mocny. Dziś wręcz przeciwnie – wiele delikatnych.

 

Nowa medycyna estetyczna

– bezpieczna i nieprzesadzona

Im bardziej jesteśmy zadbane, tym bardziej poszukujemy zabiegów dających naturalne efekty. Nie mamy nic do ukrycia, chcemy podkreślić to, co w naszej urodzie najcenniejsze i ochronić ją przed skutkami stresu, zanieczyszczenia, przyspieszonego starzenia. Dlatego dziś najcenniejsze są zabiegi kondycjonujące skórę. Można to zrobić na kilka sposobów. Na przykład podgrzewając twarz różnego rodzaju głowicami emitującymi ciepło lub laserami, których wiązka uderza pod naskórek. W kontrolowany sposób oparzają i podgrzewają białko kolagenu, które pod wpływem temperatury ulega skróceniu – dlatego po takich zabiegach skóra staje się bardziej zwarta. Można też ją nakłuwać – kontrolowane uszkadzanie wywołuje wzmocnioną regenerację, więc odnawia się gęstsza. Wstrzykiwanie substancji, których potrzebuje, dodatkowo karmi ją, by miała paliwo do działania. Peelingi też są coraz delikatniejsze – koktajle substancji rozluźniających naskórek i wzmacniających są skuteczniejsze, niż jednoskładnikowe peelingi, po których skóra odchodziła kiedyś płatami. Botoksu wstrzykuje się teraz znacznie mniej, niż za czasów napiętnowanej Nicole Kidman, ale za to lekarze coraz częściej działają nim na większych obszarach, mądrze równoważąc to, co unieruchamiają, z tym co relaksują. A wypełniacze (dużo bardziej elastyczne, niż kiedyś) wstrzykuje się w miejsca, w których skóra zaczyna opadać, a nie tylko w punkcie zwisu. Efekty są dużo bardziej naturalne. Krótko mówiąc – lekarz medycyny estetycznej przypomina dziś rzeźbiarza, który w jednym miejscu podkreśla jakiś szczegół twarzy, w drugim tuszuje. I nieustannie stymuluje skórę– biostymulatory to dziś słowo-klucz. To substancje, które nie tylko wypełniają, ale też pobudzają skórę do mocnej samoodnowy, na przykład odbudowy kolagenu i produkcji kwasu hialuronowego. I tu można by zakończyć słowami: Żyli długo, szczęśliwie i pięknie. Gdyby nie pojawiła się najbardziej naturalna z naturalnych autologiczna medycyna regeneracyjna. – Zapewnia naturalne efekty, uruchamia naturalne procesy odmładzania skóry, polega na wykorzystaniu naturalnych składników – pochodzących z własnej krwi i tłuszczu – mówi dr Aneta Praska-Jaros z Regenerum Clinic Biały Kamień.

 

Krew – najlepszy upiększacz

Największą skarbnicą „części zamiennych” jest nasza własna krew – pochodzi z niej fibryna i osocze. Lekarz odwirowuje je z krwi pobranej od pacjenta podczas zabiegu. Osocze zawiera płytki krwi i czynniki wzrostu, aktywuje fibroblasty i przywraca zdrowy wygląd skóry. Jeszcze większym rarytasem jest fibryna – to też składnik krwi, zawiera osocze i czynniki krzepnięcia (odpowiedzialne za powstawanie skrzepu). Jest gęsta, więc długo pozostaje w miejscu wstrzyknięcia i uwalnia osocze do skóry. Dodatkowo działa jak wypełniacz. Zabieg daje doskonałe efekty w miejscach najdelikatniejszych, w których łatwo przesadzić z medycyna estetyczną. Pod oczami, na szyi, wokół ust. Rewitalizuje je bez  karykaturalnego powiększenia. Z gwarancją, że organizm potraktuje to, o wstrzyknięte, jak własne. Wchłonie i zmetabolizuje z czasem bez śladu. A efekty stymulowania kolagenu pozostaną. Proste? I bezcenne. Takiego zabiegu nie przedobrzysz. Nawet jeśli lekarz wstrzyknąłby za bardzo dużo fibryny, organizm go zmetabolizuje, pozostawiając tylko tyle, ile potrzebuje.

Ale to jeszcze nie koniec naturalnych zabiegów regeneracyjnych. Przebojem jest Needle shaping, czyli poprawianie owalu twarzy nićmi autologicznymi. Podczas zabiegu lekarz niczego w twarz nie wprowadza, tylko wykorzystuje naturalne, obecne w skórze własne włókna kolagenowe pacjentki. Wbija w skórę cienkie, akupunkturowe igły, włącza prąd o niskiej częstotliwości i kręci igłą (jak śrubką) aż do oporu. Nawija w ten sposób włókna kolagenowe na igły – to widać na USG! Podciąga zwiotczałe z wiekiem włókna – naturalne rusztowanie skóry, stymuluje ich produkcję i jest w stanie zmienić proporcje twarzy, na przykład wyeksponować policzki. Gdy ponakręca wszystkie igły, wyłącza prąd i wyciąga igły. Nie naciągnie kolagenu za bardzo. To niemożliwe. Boisz się zaawansowanej technologii. Do najnaturalniejszych zabiegów należą też modne teraz masaże twarzy – Kobido i terapia Baskin wykonywana w Regenerum Clinic Biały Kamień. To głębokie, intensywne masaże przeciwzmarszczkowe przywracające młodzieńczy kształt i napięcie mięśniom twarzy podtrzymującym skórę. Tak po prostu naturalnie.

Zobacz więcej

Needle shaping – nici autologiczne najlepsze wśród nici

wasyl

Masaż sportowy – dla każdego!

Krystian

5 mitów o wypadaniu włosów

wasyl

Leave a Comment

Nasza strona wykorzystuje pliki cookies. Dalsze jej przeglądanie oznacza zgodę na zapis i wykorzystanie plików cookies. Akceptuję Czytaj więcej